Blog > Komentarze do wpisu
TOP5 Jack White - tribute to

Przez długi czas wydawało mi się, że moje pokolenie nie ma legend z prawdziwego zdarzenia.

Tęsknym wzrokiem patrzyłam na trzęsącego się od parkinsonizmu Ozzy'ego, który nie ujmując mu miał więcej szczęścia niż rozumu, że Tony Iommi zapukał do jego drzwi. Cały czas nie wiem czy iść na koncert Planta i Band of Joy na Torwar. Z histerią przyjęłam wiadomość o koncercie Watersa w Łodzi, na który bilet miałam już prawie rok wcześniej. Ale to wszystko to już weterani, a następców brak.

Parę lat temu, zakopana wśród starych płyt odkryłam jednak człowieka, którego dziś nie trzeba już nikomu przedstawiać, bo jest marką samą w sobie. Wstyd się przyznać, bo odkryłam go i tak późno. 4 lata temu, kiedy to jeszcze miałam dostęp do jakiejś telewizji muzycznej. Zobaczyłam wtedy teledysk do Icky Thump i usłyszałam ten utwór. I od razu wiedziałam. Gość jest genialny. Stara, dobra szkoła. Kocha muzykę, żyje muzyką i tą fascynację czuć we wszystkim co robi. Jeśli mam mieć króla to oddaję się w jego ręce. Jack White. Ojciec The Raconteurs i The Dead Weather. 50% tandemu The White Stripes. Człowiek, który przyjął nazwisko żony, czym przepełnił czarę podziwu i uwielbienia. Ten gość mógłby grać na sznurkach od bielizny, fałszować, co zresztą mu się zdarza i śpiewać instrukcję pralki, a i tak miałoby to więcej emocji, głębi i autentyczności niż 90% tego co się teraz na scenie muzycznej dzieje.

Jak widzicie mam słabość do chłopaka. Wybrać 5 kawałków będzie cholernie trudno, ale jedziemy.

Miejsce 5 - zaczniemy od najnowszych osiągnięć i będziemy się cofać. The Dead Weather. Wcześniej pisałam, że Joan Jett jest jedną z niewielu wokalistek, które toleruję w branży rockowej. Dziś dodam, że jest jedną z dwóch, które uwielbiam. Drugą stała się Alison Moshart. Podoba mi się jej żywiołowość na scenie, jej nieokiełznanie, które słychać było już w The Kills, a które w pełni wydobył skład The Dead Weather. Treat me like your mother na pewno słyszeliście w radio, osobiście przepadam za Hang You from the Heavens, ale przedstawię Wam New Pony. Trzeba uzbroić się w cierpliwość przy początkowym świergoleniu francuskiego spikera, ale potem zostajemy z Alison sami.



 

Miejsce 4 - zespół, który nie raz w swoich tekstach śpiewa po tylko po to, żeby coś śpiewać. Jakby się wsłuchać w treść, to za dużo z niej nie wyniknie, choć są i chlubne wyjątki. The Raconteurs. Było o nich przez sekundę głośno w Polsce, szczególnie przy drugim albumie. Miałam dylemat, którą z dwóch ulubionych piosenek wstawić. Stanęło na Blue Veins. Każdy zespół ma swoją sztandarową balladę. Jeśli znajdę faceta, który uzna, że to jest kawałek, który będą mu grać na ślubie (cywilnym!), to biorę go w ciemno.



 

Miejsce 3 - wchodzimy na podium. I tu zaczyna się jazda. Od cholery jest tych utworów The White Stripes. Jeden lepszy od drugiego. Więc w sumie będzie losowanie. Zostały 3 miejsca. Nie faworyzując żadnej płyty, każda piosenka będzie z innej. Zaczniemy od majstersztyka z roku 2007. Płyta Icky Thump - absolutnie piękna. Utwór? Na wesoło - Rag and Bone.



 

Miejsce 2 - rok 2005, płyta Get Behind Me Satan. Utwór - Red Rain. Uwielbiam to jak White bawi się kontrastami. Jak tasuje tempo. Jak buja się nad krawędziami. Uwielbiam Meg na perkusji. Te uderzenia, które zawsze padają w ostatniej chiwli, w idealnej chwili.



 

Miejsce 1 - rok 2003, płyta Elephant. Utwór - Ball and Biscuit. Jest i blues i solówka na gitarze. Jest nęcenie słuchacza, popychanie go do krawędzi, droczenie się z nim, doprowadzanie na skraj szaleństwa. To nie jest łatwa muzyka. Tu potrzeba dobrych głośników, potrzeba płyty, a nie YouTube, żeby ten wydawałoby się jazgot dał Ci niezapomniane wrażenia. Żebyś otarł pot z czoła, żebyś uspokoił rozedrgane ciało, żeby źrenice na powrót się zwęziły. Tyle, że potem już nic nie będzie takie samo. I będziesz chciał więcej.



 

Te płyty, szczególnie The White Stripes to kopalnia utworów, które można odkrywać za każdym razem na nowo, inaczej. I uwierzcie mi, kiedy mówię, że wielu zostanie zapomnianych, ale nie Jack White.

niedziela, 31 lipca 2011, marladurden

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Brnb, *.ip4.artcom.pl
2011/12/23 01:33:43
Jak ten blog ładnie umarł. Po wpisie z Dead Weather. Kupiłem ich obie czarne płytki i to chyba moja mania od pół roku.